2 września 2017 roku na dawnym Lotnisku Wojskowym Szprotawa-Wiechlice został zorganizowany pierwszy bieg z przeszkodami zaliczany do cyklu WAR RACE.
Dla chętnych, a było ich ponad 300, organizatorzy przygotowali specjalnie zaprojektowane trasy na różnych poziomach trudności. Uczestnicy mieli do wyboru dwa dystanse 5 km oraz 10 km. Pierwszy ten 5 kilometrowy był przeznaczony dla amatorów oraz osób, które debiutują w tego rodzaju biegach. Organizatorzy zapewniali przed imprezą, że każdy kto biega amatorsko jest w stanie go pokonać. Biegacze na swojej drodze spotkali „tylko” 15 przeszkód, które pokonali samodzielnie bądź z pomocą innych uczestników. Drugi dystans, ten dłuższy i o wiele trudniejszy dedykowany był dla osób aktywnych sportowo, a przede wszystkim dla tych, którym słowo „runmageddon” nie kojarzy się z rumem i to dla nich organizatorzy się „postarali”. Musieli oni pokonać 30 ekstremalnych przeszkód. Na koniec 100 metrów przed metą czekał na każdego uczestnika kontener z lodem. I bynajmniej nie był w nim chłodzone napoje dla biegaczy. Trzeba było wskoczyć do niego i po naprawdę zimnej kąpieli wyskoczyć i pobiec dalej. Zawodników często po tej przeprawie łapały skurcze i ledwo do tej mety dochodzili.
Sama trasa była naprawdę wymagająca. Organizatorzy przygotowali przeszkody na terenie starego lotniska w Wiechlicach. Wykorzystali infrastrukturę obiektu, a więc poniemieckie bunkry, hangary po samolotach i okoliczny las, który po deszczach padających w ostatnich dniach był prawdziwą pułapką dla uczestników.– Zależało nam na tym, aby udział w War Race był możliwy dla każdego. Trasę 5 km pokona absolutnie każdy, kto ma odwagę podjąć się nowego wyzwania i przy okazji spędzić aktywnie dzień w duchu sportowej rywalizacji i dobrej zabawy –powiedział Mateusz Łątka, organizator.
Marek Cichocki z Czerwonej Wody zameldował się na 25 miejscu na 188 zawodników.- Biegam od dwóch lat. Na początku biegałem najpierw krótkie dystanse, a potem spróbowałem sił w dłuższych i tych survivalowych- powiedział zmęczony biegacz. Zapytany co jest takiego w tych wyczerpujących biegach, że nęcą swoim niebezpieczeństwem odpowiedział jedno słowo: Adrenalina. Potwierdza to też pierwsza na mecie kobieta Natalia Żukowska, która jest żołnierzem i wystartowała w kategorii Soldier, czyli tej teoretycznie najmocniejszej, klasyfikowanej oddzielnie. Natalia pochodzi z Międzychodu i reprezentuje klub Xrunners, tak jak zwycięzca tego biegu Kamil Pupkowski ze Skwierzyny. Przebiegniecie 10 km dystansu w ekstremalnie trudnych warunkach zajęło mu 45 minut.-Wbiegając na metę, pierwsze co przyszło mi do głowy to podejść ponownie do organizatora i poprosić o start od razu na dystansie 5 km. Nie odczuwałem większego zmęczenia po dystansie 10 km, gdyż jest to mój naturalny teren, w którym na co dzień trenuję, a sam bieg prowadziłem od początku do końca i przy większej presji, tempo i czas mogło być zdecydowanie lepsze, w podjęciu ponownego biegu tak naprawdę przeszkodziło mi rozdanie nagród , nie chciałbym akurat biec drugiego dystansu podczas ceremonii-powiedział po biegu Kamil Pupkowski, tryumfator WAR RACE. Bieg ukończyło prawie 300 zawodników. Ostatni uczestnik był na trasie 1h 51 minut.
WAR RACE był pierwszym tego typu wydarzeniem w regionie.
Impreza skierowana była przede wszystkim do mieszkańców województwa lubuskiego, ale na starcie pojawili się biegacze z całej Polski.

Sport

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

biegaczka (gość)

to wideo nie da się oglądać - o statywach nie słyszeli? Lepiej pozostać przy zdjęciach niż taki chałturę wypuszczać - wstyd!