Gonili, gonili i nie dogonili. Promień Żary przegrał ze Spójnią Ośno Lubuskie

Małgorzata Fudali Hakman
Małgorzata Fudali Hakman
Małgorzata Fudali Hakman
Udostępnij:
W 6. kolejce rozgrywek Jako 4.ligi Promień Żary podejmował na własnym stadionie przy Z38 Spójnię Ośno Lubuskie.

To nie był dobry mecz. Zły też nie. Ale jakiś taki nijaki. Emocje wzrosły dopiero w końcówce, bo dopiero od 80. minuty gospodarze postanowili udowodnić, że jednak w piłkę grać potrafią. Promień gonił wynik praktycznie cały mecz, ale to, że ma „kochones” pokazał dopiero w ostatnich 10 minutach.

Zaczęło się niedobrze dla miejscowych. Już w 8. minucie sędzia zawodów Paweł Łapkowski wskazał na wapno, po faulu w polu karnym Marka Homika. Do piłki podszedł stały egzekutor jedenastek Spójni. Z ławki rezerwowych gospodarzy było słychać porady kolegów skierowane do Manuela Kowalskiego, które okazały się trafione, bo zawodnik gości strzelił dokładnie tam, gdzie żaranie przewidzieli. Manu z potyczki wyszedł zwycięsko i można powiedzieć, że w tym momencie miejscowi uciekli katowi spod topora.

Niewykorzystany karny dla Spójni Ośno Lubuskie

Niestety już 4. minuty później było 1:0 dla podopiecznych Sebastiana Żłobińskiego. Klasyczna kontra i na listę strzelców wpisał się Łukasz Pińczyński. Wtedy Promień został zmuszony do czegoś, czego gracze z Żar nie lubią, czyli do ataku pozycyjnego. Rywale okopani na swojej połowie jak Ruscy w Stalingradzie nie pozwalali podopiecznym Łukasza Czyżyka na zbyt wiele. Piotr Michałek niczym Sobieski pod Wiedniem dyrygował defensywą Spójni, a Promień niestety nie potrafił przebić się przez te szczelnie postawione zasieki. Gra stała się schematyczna, przewidywalna i wyglądało, że miejscowi nie potrafią znaleźć sposobu na dostanie się choćby przed pole karne przeciwnika. Piłka krążyła między obrońcami i pomocnikami jak na rondzie. Żaranie bili głową w mur i odbijali się od niego jak piłeczki pingpongowe.

Ostatnie 10 minut

Druga połowa powinna, przynajmniej teoretycznie, wyglądać inaczej w wykonaniu miejscowych.
Wyglądała tak samo. Zwłaszcza, że od 60 minuty goście prowadzili 2:0 oczywiście po wzorowo wykonanej kontrze. Michał Dyc nie miał litości. Po stracie piłki przez gospodarzy pobiegł z szybkością strusia pędziwiatra na pole karne Promienia i precyzyjnie umieścił ją w siatce obok Manulea Kowalskiego, który w tym dniu popisał się kilkoma obronami chroniąc swój zespół przed jeszcze wyższa porażką. Promień ambitnie rzucił się do odrabiania strat, ale tak jak wcześniej przed bramką rywali stały zasieki z drutu kolczastego, to po drugiej bramce goście postawili żelbetowy mur. I choć żaranie próbowali go nakruszyć, nijak nie dawali rady.

Gonili, gonili i nie dogonili. Promień Żary przegrał ze Spój...

W ich poczynania wkradła się nerwowość i gra się zaostrzyła, bo do tego momentu trójka sędziowska nie miała zbyt wiele do roboty. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że sennie przyglądała się temu chaotycznemu widowisku. Asystentom średnio się chciało biegać, a Paweł Łapkowski statecznym krokiem przechadzał się w środkowej strefie boiska. Dopiero ostatnie 15. minut spowodowało, że tętno arbitrów lekko przyspieszyło.

W 80. minucie na boisku w zespole Promienia pojawił się trzeci „napadzior”. Szkoleniowiec żaran zaryzykował i zagrał vabank. I niby decyzja słuszna, bo kto nie ryzykuje ten nie wygrywa. W 90. minucie napór miejscowych przyniósł wreszcie efekt w postaci gola Kacpra Floriańczyka, który w akcie desperacji uderzył zza linii pola karnego i trafił w końcu do siatki rywali. Bramkarz Spójni podniósł piłkę i nie zamierzał jej szybko oddać. Chwycił w objęcia jak najdroższy skarb i przytulił do piersi. Paweł Łapkowski nie zareagował na ten czyn, ale piłkarze Promienia już owszem. Podbiegli do golkipera gości i próbowali odebrać futbolówkę zawodnikowi z Ośna. Wyniknęła z tego niepotrzebna przepychanka, po której arbiter ukarał żółtą kartką strzelca bramki dla Promienia, który akurat najmniej zawinił i bramkarza Spójni.

Gol dla Promienia Żary i awantura z bramkarzem

A czas leciał. Gospodarze za wszelką cenę chcieli doprowadzić do wyrównania i rzucili do walki wszystkie siły, zupełnie odsłaniając własną bramkę. Dosłownie ryli jak dziki pole karne przeciwnika. Kuba Księśniak stoczył kilkanaście pojedynków z obrońcami, przez których był trzymany za wszystko co tylko można. Arbitrzy nie dopatrzyli się jednak żadnego przewinienia, choć gołym okiem było widać, że piłkarze z Ośna to szczwane lisy po kursie w szkole teatralnej. Umiejętnie wybijali Promień z uderzenia, grali agresywnie, a momentami nawet brutalnie. Bronili korzystnego wyniku i chcieli za wszelką cenę wywieźć z Żar 3 punkty, co im się udało. Promień Żary przegrał ze Spójnią Ośno Lubuskie 1:2.

Wypowiedzi trenerów

-Mecz w pierwszej połowie typowy na remis. Nikt nie chciał się otworzyć, choć my jak i goście stworzyliśmy po dwie trzy sytuację bramkowe. W drugiej połowie tracimy bramkę, ale konsekwentnie gramy swoje, gdzie mieliśmy wykorzystać boczne sektory boiska. Mamy przewagę w posiadaniu piłki, ale było dużo niedokładności i brak koncentracji w kluczowych momentach. Szkoda straconej drugiej bramki. Zmiany dały efekt bramki kontaktowej, ale na wyrównanie zabrakło już czasu. Tracimy punkty w meczu, w którym nie byliśmy wcale gorsi i to najbardziej boli-podsumował Łukasz Czyżyk, szkoleniowiec Promienia.

Małgorzata Fudali Hakman

-Każdy mecz wychodząc na boisko chcemy wygrać. Wiedzieliśmy, że czeka nas tutaj trudne spotkanie, mecz walki, ale liczyliśmy na wyjście szybkim atakiem, na kontrę i to przyniosło efekt. Cieszą 3 punkty na trudnym terenie-powiedział Sebastian Żłobiński, trener Spójni.

Małgorzata Fudali Hakman

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie