Jak bajki o jaszczurce Cziczi pomagają dzieciom z niepełnosprawnościami

Materiał informacyjny SWISS KRONO Sp. z o.o.
Na początku była bajka „Cziczi Jaszczurka z Karaibów” i myśl, by pisanie połączyć z działalnością charytatywną. Gdy idea spotkała się z dobrym odzewem, założyła stowarzyszenie Żar Serca. Później Ewa Kołodziejczyk z Żar napisała jeszcze dwie bajki. Wszystkie to jej wkład w niesienie pomocy potrzebującym dzieciom, udzielanej przez stowarzyszenie.

Za Panią intensywny rok, wszak wyszła trzecia książka o jaszczurce Cziczi, a Pani w wielu miejscach spotkała się z czytelnikami. Za chwilkę o tym porozmawiamy, ale z powodu zżerającej mnie ciekawości muszę najpierw zapytać, dlaczego główną bohaterką Pani bajek jest jaszczurka, gad, którego wiele osób boi się panicznie? Bo jest zwinna i szybka?
Pierwsza książka o jaszczurce dotyczy pięknych rejonów świata, Wysp Karaibskich – Turks i Caicos. Miałam wielkie szczęście spędzić tam razem z moją córką trzy tygodnie. Przez chwilę mieszkałyśmy w raju: piękna przyroda, urzekające krajobrazy, fantastyczne rafy koralowe, nurkowanie. Bajka, nomen omen. Już wcześniej chodził mi po głowie pomysł napisania książki dla dzieci, a to cudowne miejsce sprawiło, że pomyślałam, by akcję umieścić właśnie w tak przepięknym otoczeniu. Wyspa jest bardzo gorąca i w związku z tym nie ma na niej zbyt wielu zwierząt, ale były jaszczurki. Mnie podobały się bardzo – piękne stworzonka, malutkie, zwinne, ciekawie się poruszające, bo zygzakiem. Mam taką nadzieję, że przy okazji udało się mi odczarować stereotypowe myślenie o tych zwierzątkach. Bo co jaszczurki zawiniły, że takie się urodziły? Któregoś dnia, gdy szłyśmy z córcią na plażę, przed nami uciekała jedna z nich. Pomyślałam wtedy, że właśnie ta jaszczurka będzie bohaterką bajki. Oczywiście mogłam tylko tak pomyśleć i nic z tym nie zrobić, w efekcie nic by się nie wydarzyło, nie byłoby bajek, więc nie miałabym czego ilustrować, nie byłoby spotkań autorskich. Ale jeśli do idei, inspiracji dołożymy działanie, mogą wyjść fajne rzeczy.

Jak na wybór bohaterki, także jej imienia, zareagowała pierwsza, jak się domyślam, recenzentka, czyli Pani córka?
Całą historię miałam w głowie, więc napisałam książkę bardzo szybko. Przeczytałam ją córce, a żeby znaleźć jaszczurce imię, zorganizowałam burzę mózgów, która to dyskusja toczyła się w niezwykle wesołej atmosferze. Imię wymyśliła córka, matką chrzestną głównej bohaterki jest więc Kinga. Było to cztery lata temu, za chwilę córka będzie miała 14 lat i gdy w rozmowie pojawia się temat bajkowy, słyszę, „mamo, daj spokój”.

No to porozmawiajmy o tym, co wydarzyło się w tym roku. Jak udało się Pani wpisać spotkania autorskie w czas pandemii?
Pod koniec grudnia wyszła trzecia część książki o jaszczurce i już w styczniu opowiedziałam o niej na spotkaniu Stowarzyszenia Żar Serca. Miałam w sobie bardzo dużo entuzjazmu i wiosną chciałam rozpocząć megakampanię w szkołach i organizować spotkania autorskie. Z powodu pandemii te plany wzięły w łeb, ale kampanię udało mi się zamienić na tę w Internecie. Nakręciliśmy więc filmik opowiadający o książce, wydrukowaliśmy inne piękne materiały ją promujące i pokazujące to, co robi stowarzyszenie, komu pomaga. Wszystko trafiło do 12 szkół. Kampania online powiodła się dzięki wsparciu firmy SWISS KRONO i urzędu marszałkowskiego, za co dziękuję.

Ale po pracy online zrozumiałam, że Internet nigdy nie zastąpi mi spotkań autorskich z dziećmi, bo uwielbiam tę cudowną interakcję. Spotkania są dla mnie także nie lada wyzwaniem, bo tak muszę je prowadzić, by małe dzieci chciały mnie słuchać. Maluchy są szczere i gdybym przynudzała, dałyby mi to odczuć. To właśnie z tęsknoty za kontaktem z dziećmi, gdy tylko zniesiono lockdown i poluźniono obostrzenia, zdecydowałam się na bezpośrednią kampanię i to w wielu miejscach w Polsce. W efekcie przeprowadziliśmy kilkadziesiąt spotkań.

Gdzie je Pani prowadziła?
W czasie wakacji nad morzem – po trzy dni w Świnoujściu i Kołobrzegu, gdzie w różnych miejscach mieliśmy stoiska, a wokół nich banery i gdzie rozdawaliśmy ulotki oraz organizowaliśmy zabawy dla dzieci, łącznie z puszczaniem baniek mydlanych. Mówiliśmy tam o książce i o tym, kogo wspieramy, czyli o projekcie „Pomaganie przez czytanie 2020”. To była kampania informacyjno-promocyjno-sprzedażowa, choć nie zawsze udało się sprzedać książki. Organizowaliśmy też krótkie happeningi, np. w Pobierowie, Międzyzdrojach i Rewalu, ale także na statku. Pod koniec sierpnia i we wrześniu zorganizowaliśmy spotkania lokalne, kilka razy byliśmy np. w Parku Krasnala w Nowej Soli, także w muzeum w Ochli oraz w SP nr 1 w Zielonej Górze. Rozdaliśmy łącznie 4 tys. ulotek o naszej działalności. Rozmawiałam też z dyrekcjami dwóch szpitali, żarskiego Na Wyspie i lecznicy uniwersyteckiej w Zielonej Górze, którym przekazałam po 100 książek. To prezent od darczyńców, dzięki którym przeprowadziliśmy kampanię, oraz od stowarzyszenia Żar Serca. Chciałam, by książki umiliły dzieciom czas pobytu w szpitalu, złagodziły ich lęki, strachy, cierpienia. A w planach mamy spotkanie w Centrum Nauki Keplera.

Czy podczas spotkań z dziećmi padło pytanie, które Panią zaskoczyło?
Tak, jedno z dzieci zapytało mnie, czy jaszczurka Cziczi jest dziewczynką, czy chłopcem, bo w książkach nie jest to jednoznaczne. Ponieważ generalnie zawsze wszędzie więcej jest bohaterów męskich, oficjalnie stwierdziłam, że Cziczi jest waleczną dziewczynką.

Książkę chciała Pani napisać zawsze, ale jak zaczęło się pomaganie, immanentnie przecież w Pani przypadku z nią związane?
Pomaganie wzięło się z doświadczeń osobistych, bo sama w ciężkich chwilach potrzebowałam wsparcia, a także z chęci niesienia pomocy tym, których mam wokół siebie i którzy potrzebują poratowania. Chciałam im dać coś od siebie. To, co robimy, jest oczywiście kroplą w morzu potrzeb. Ale jednocześnie jest dowodem, że pamiętamy o tych osobach, a dla nich ta pamięć jest niezwykle ważna. Mówimy i piszemy o naszych podopiecznych, którym może pomóc każdy, także ten, kto będzie czytał tę rozmowę. Pomagać można na różne sposoby - kupując książkę, czy przekazując 1 proc. podatku, o czym informujemy na stronie „Pomaganie przez czytanie”. Odpowiadając na pani pytanie bardzo zwięźle – na początku była książka i chęć połączenia mojego pisania z akcją charytatywną. Później, gdy pomysł spotkał się z fantastycznym odzewem ludzi i firm, pojawiło się stowarzyszenie.

W nasze projekty od razu weszło SWISS KRONO. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że bez tej firmy ani stowarzyszenie, ani akcja „Pomaganie przez czytanie” nie miałyby szansy ani zrodzić się, ani działać w takim wymiarze, w jakim to się dzieje. SWISS KRONO zawsze angażuje się w sprawy społeczne i różne misje, a w naszym przypadku – w pomoc niepełnosprawnym, promocję czytelnictwa, integrację i działania na rzecz kobiet. Cieszę się, że mam takie wsparcie. Gdy SWISS KRONO wyciągnęło pomocną dłoń po raz pierwszy, a było to w 2017 roku, udało się wydać olbrzymi nakład pierwszej książki, aż 6 tys. Firma jest głównym sponsorem wszystkich naszych działań. Wspierają nas też inni, w ostatniej kampanii spotkań m.in.: Zalew Radkowski, Salon Optyczny Edor z Żar, Paweł Jasiński z firmy Shark z Polanicy Zdroju, Korda Apartments ze Świnoujścia, do tego w sposób możliwy dla siebie pomogło 18 innych zakładów i instytucji, np. Urząd Miasta w Świnoujściu udostępnił nam za darmo stoisko przy promenadzie zdrowia. Koniecznie trzeba wspomnieć o firmach: żarskiej - Chililab, która nieodpłatnie przygotowała nam grafiki, zielonogórskiej drukarni Recyklus, która za darmo wydrukowała 4 tys. ulotek i szprotawskiej – Graffiti, która zrobiła banery. Dziękuję za tę pomoc, ostatnia kampania letnio-jesienna to dzieło nas wszystkich.

Pani napisała książki, w wydaniu których, jak i w kampanii, swój wkład miały życzliwe firmy, oraz założyła i prowadzi stowarzyszenie Żar Serca. A wszystko to, by wspierać niepełnosprawnych i ich rodziny. Komu udało się pomóc do tej pory?
Przez cały okres naszej działalności, choć zaledwie trzyletniej, mogliśmy opłacić koszty leczenia, rehabilitacji, edukacji naszych podopiecznych, a także poprawić ich warunki bytowe na kwotę ponad 100 000 zł! Najczęściej opłacaliśmy koszty turnusów rehabilitacyjnych, dojazdów do klinik, zakupu sprzętów usprawniających funkcjonowanie.

Ile osób skorzystało z tej pomocy?
Stowarzyszenie ma teraz 20 podopiecznych. Pomoc im, co też jest jasno powiedziane, uzależniamy od wkładu rodziców w naszą działalność. Przekazujemy ją osobom aktywnym, próbującym sprzedać książki czy pomagającym przy organizowanych czasami festynach. Kwota 100 tys. zł nie wzięła się znikąd, ale właśnie z tej sprzedaży. Ja, pisząc książki, oddałam potrzebującym swoją twórczość, całe 100 procent. Reszta należy do rodziców. Latem i jesienią w kampanię informacyjno-promocyjno-sprzedażową zaangażowało się ich czworo, więc to, co zyskaliśmy, trafi do tychże rodzin.

Pomaganie przez czytanie to główny projekt prowadzony przez stowarzyszenie Żar Serca, ale są jeszcze dwa inne. Co to za inicjatywy?
Jedną z nich są „Spacery z historią”. Tu wiodącą rolę odgrywa dr Rafał Szymczak, regionalista o ogromnej wiedzy, opowiadający o historii niezwykle ciekawie i barwnie. Moje zadanie sprowadza się do organizacji spacerów. Odbyły się trzy, z organizacją kolejnych czekamy na lepsze czasy.

Drugim w ważności, zaraz po „Pomaganiu przez czytanie”, jest projekt „Kobiecość w obiektywie”. Spotykamy się tylko w kobiecym gronie, uczestniczymy w warsztatach rozwojowych, poznajemy nowych ludzi, otwieramy się na innych, ale też troszkę czasu poświęcamy na wygląd, również jego zmianę, bo wśród nas są wizażystki. To inspirujące weekendy, takie dwudniowe święto kobiet, podczas którego mogą się zrelaksować i oderwać od codziennych spraw. I takie wypoczęte, niekiedy przebrane w stroje z epoki, uczestniczą w sesjach zdjęciowych, zyskując w efekcie fantastyczne pamiątki. To projekt odpłatny, ale kwota pokrywa w zasadzie jedynie koszt pobytu. Odbyły się już trzy edycje „Kobiecości w obiektywie”, przed nami czwarta, do której dojdzie, gdy tylko pandemia nieco odpuści. Tym razem pojedziemy do Żabiego Dworu w Radwanowie pod Zieloną Górą, miejsca magicznego, w klimacie włoskim czy hiszpańskim. Zapisało się już 12 pań, mogą zgłaszać się kolejne.

Skąd pomysł, by kobiety robiły coś dla siebie?
W swoim gronie mam wiele utalentowanych kobiet, pomyślałam więc, by skrzyknąć się i zrobić coś dla siebie, przy okazji spędzając ze sobą trochę czasu. Kobiety mają taką tendencję, że wszystkim dookoła chcą dać coś od siebie, zupełnie zapominając o sobie. To ważne, by jednak pamiętały o sobie, by czuły się szczęśliwe, żeby były bardziej otwarte na innych i jeszcze bardziej spełnione.

Kup bajkę pod choinkę, a pomożesz potrzebującym dzieciom

Każda książka opowiada o innym miejscu na świecie. Pierwsza przedstawia Wyspy Ka-raibskie Turks i Caicos. W drugiej główna bohaterka przemieszcza się do miasteczka Wesseling w Nadrenii Północnej-Westfalii w Niemczech. W trzeciej książce, „Jaszczurka Cziczi na Zachodzie Polski”, jaszczurka wraz z główną bohaterką tej części, dziewczynką o imieniu Gabrysia, trafia do województwa lubuskiego.

Ewa Kołodziejczyk: - Chciałam, żeby te książki były bardzo przygodowe, dynamicznie napisane, by dzieci miały ochotę je przeczytać, aby z wielką ciekawością pragnęły dowiedzieć się, co wkrótce się wydarzy. A owo zainteresowanie czy zaintrygowanie idealnie wpisuje się w promocję czytelnictwa, czyli w coś, na czym zależy mi również. Każda książka jest burzliwa, wielowątkowa, z nowymi współbohaterami. Jaszczurka przeżywa różne przygody, musi czasem odnaleźć się w zaskakujących sytuacjach, jak w życiu po prostu. Jednocześnie pokazuje, że nigdy nie wolno się poddawać, że trzeba odważnie iść do przodu, że warto się uczyć, bo nigdy nie wiadomo, co może się przydać.

W książce „Jaszczurka Cziczi na Zachodzie Polski” bohaterka wraz z pewną rodzinką trafia w miejsca szczególnie mi bliskie, które bardzo lubię, a które wciąż są za mało promowane. Chciałam pokazać, jakie piękne miejsca mamy w regionie. Dużo jest więc o Geoparku Łuk Mużakowa, o znajdujących się tam kolorowych jeziorkach i kopalni Babina. Są ciekawostki, ale i ważne informacje o tych miejscach. Na spotkaniach autorskich pytam dzieci, czy wiedzą coś o geoparku. Jest różnie, jedne tam były, ale inne kompletnie nie znają tej niesamowitej atrakcji i wtedy jeszcze bardziej cieszę się, że książka ma walor edukacyjny. Opisuję w niej też bibliotekę poaugustiańską w Żaganiu, perełkę, która na mnie robi niesamowite wrażenie. Gdy tam jestem, przenoszę się w czasie, jakbym była bohaterką książki „Harry Potter” i przebywała w zamku Hogwart. Jaszczurka Cziczi zwiedza też Zieloną Górę, jej atrakcje, w tym bachusiki.

Na podstawie pierwszej części bajek, „Cziczi Jaszczurka z Karaibów” powstał musical, realizowany przez 80 aktorów grupy teatralnej z Piaseczna pod przewodnictwem Ewy Kłujszo. Piosenkę finałową można obejrzeć na: www.facebook.com/Pomaga-niePrzezCzytanie/videos
O stowarzyszeniu przeczytasz na: www.zarserca.pl

Patrycja Maj, dyplomowana psychoterapeutka i socjoterapeutka dzieci i młodzieży w Krakowskim Centrum Psychodynamicznym:

- Bajka „Cziczi Jaszczurka z Karaibów”, to nie jedynie pokazanie barwnych przygód dzielnej, uczłowieczonej jaszczurki z bardziej współczesnym scenariuszem. To także bajka o tym, że każdy może zostać bohaterem o cechach, które odkryte w odpowiedni sposób, mogą zmienić naszą codzienność. Jaszczurka Cziczi dzięki budowaniu swojej pewności siebie, doskonaleniu się np. w znajomości obcego języka czy umiejętności pływania i odważnemu podejmowaniu decyzji jest ciekawą postacią, w której nie ma miejsca na rozczarowania samą sobą i otaczającym światem. Bajkę czyta się z zainteresowaniem, z chęcią poznania całej historii dzielnej jaszczurki, która jest niezwykle dynamiczna, radosna i zaskakująca. Ilustracje, stworzone przez samą autorkę, idealnie odzwierciedlają żywą akcję opisaną w bajce. Bajkę „Cziczi Jaszczurka z Karaibów” z całą pewnością mogę zaliczyć do tych, które poruszyły mną do głębi i na wskroś ! Warto poczytać z dziećmi, by wspólnie zastanowić się nad tym co dobre, a co złe, nad naszymi codziennymi wyborami i decyzjami…

Zachęcam.

Ewa Kołodziejczyk napisała trzy bajki o jaszczurce Cziczi. To jej osobisty wkład w pomoc dzieciom z niepełnosprawnościami
Fot. Archiwum Ewy Kołodziejczyk

Ewa Kołodziejczyk (z prawej) z Justyną Zakrzewską- Woźniak i jej synem Jakubem przy stoisku w skansenie w Ochli
Fot. Archiwum Ewy Kołodziejczyk

Letnia kampania imformacyjno-sprzedażowa stowarzyszenie Żar Serca nad morzem. Stoisko na promenadzie zdrowia w Świnoujściu
Fot. Archiwum Ewy Kołodziejczyk

Spotkania nad morzem były okazją do promocji książek, a także do informowania o prowadzonym przez stowarzyszenie Żar Serca projekcie „Pomaganie przez czytanie”
Fot. Archiwum Ewy Kołodziejczyk

Każda książka opowiada o innym miejscu na świecie. Pierwsza przedstawia Wyspy Karaibskie Turks i Caicos. W drugiej główna bohaterka przemieszcza się do miasteczka Wesseling w Nadrenii Północnej-Westfalii w Niemczech. W trzeciej książce, „Jaszczurka Cziczi na Zachodzie Polski”, jaszczurka wraz z główną bohaterką tej części, dziewczynką o imieniu Gabrysia, trafia do województwa lubuskiego
Fot. Archiwum Ewy Kołodziejczyk

Materiał oryginalny: Jak bajki o jaszczurce Cziczi pomagają dzieciom z niepełnosprawnościami - Żagań Nasze Miasto

Dodaj ogłoszenie