Koń jaki jest, każdy widzi, czyli ostatnie spotkanie z Telemannem na pałacowym dziedzińcu | Felieton

Małgorzata Fudali Hakman
Małgorzata Fudali Hakman
Małgorzata Fudali Hakman
Ostatni koncert z cyklu „Lato z Telemannem” odbył się na dziedzińcu pałacu Promnitzów(pozostałe były w parku). To wydarzenie miało być wisienką na torcie mocno już wyeksploatowanego kompozytora. Miało być uroczyście i z pompą.

Organizatorzy, czyli Urząd Miasta i Żarski Dom Kultury przygotowali koncert mini orkiestry dętej oraz łączony występ „Teatru tańca” i „Teatru w temacie” z ŻDK, a uwieńczeniem miał być widowisko świetlno-muzyczne pod tytułem „Historia miasta laserem pisana” czy jakoś tak.
ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ:

Koń jaki jest, każdy widzi, czyli ostatnie spotkanie z Telem...

Z tej to wiekopomnej okazji ruiny zamku i pałacu zostały oświetlone różnokolorowymi światełkami. Jakby było co oświetlać… Na środku zachwaszczonego dziedzińca wydzielono niewielką scenę dla artystów, którą od widzów dzieliła, jakże elegancka, biało-czerwona taśma typu „uwaga wypadek”. Postawiono także ławki i krzesła dla okolicznej gawiedzi, która tłumnie ściągnęła do zamkniętego na co dzień pałacu, złakniona uczty kulturalnej. W końcu powiedzenie: „chleba i igrzysk” nie powstało ot tak sobie…

Małgorzata Fudali Hakman

Ja też poszłam…gdyż byłam spragniona. Tej uczty.
Najpierw przy wejściu zaczepił mnie ochroniarz, który polecił mi pokazać zawartość torebki, czy aby czegoś nie wnoszę. Kto mnie zna, wie, że torebkami się brzydzę i teraz też takowej nie posiadałam. Pan jakby nie zauważył, że oprócz aparatu i telefonu nie miałam żadnej reklamówki z Biedronki, w której mogłabym wnieść litry bimbru lub innej substancji służącej otumanieniu. Na moją zdziwioną minę i tłumaczenia, że nie posiadam niczego niebezpiecznego, pan pozostał niewzruszony. Może dostał wyraźne polecenie: „tej baby nie wpuszczamy”, w każdym razie, chcąc zachować twarz, próbował przez krótkofalówkę nawiązać połączenie z kimś ważniejszym niż on. Niestety NASA chyba odcięła zasięg wokół pałacu, żeby nikt nie mógł transmitować tego arcyważnego wydarzenia na FB i połączenie z szefem nie nastąpiło. Po chwili pan się poddał i wpuścił mnie do środka.

Małgorzata Fudali Hakman

Wparowałam na dziedziniec pełen ludzi i mogłam w końcu uraczyć moje spragnione zmysły(czyli uszy)muzyką, którą o dziwo było słychać, co akurat dla muzyki jest dobre, ale nie było widać źródła dżwięku… Po kilkuminutowym poszukiwaniu okazało się, że mini orkiestra dęta, to kilku grajków wciśniętych pod murem, którzy przygrywali do… (no do kotleta to chyba nie, bo pan ochroniarz nie wpuściłby z garami), ale do spaceru? W każdym razie można było spokojnie puścić z głośników koncert Zenka Martyniuka i tak by się nikt nie zorientował, a ludziska jeszcze by sobie pośpiewali pod nosem: przez twe oczy zielone…

Ja tu przyszłam jednak w określonym celu. Chciałam popieścić zmysły i podelektować się.
Kiedy zapadła ciemność i cały dziedziniec spowił dym, który z pewnością miał imitować mgłę niebytu, na klepisku udającym scenę, pojawiły się tancerki „Teatru Tańca” wystylizowane na dzikuski. Po chwili wspomogli ich aktorzy „Teatru w temacie”, którzy jak mniemam symbolizowali ludzi pierwotnych. Czyli można zaryzykować stwierdzenie: tak to się zaczęło.

Małgorzata Fudali Hakman

Szybciutko młodzi artyści przetańczyli i przegrali całą albo prawie całą, historię tego miejsca, bo w międzyczasie pojawili się nawet pierwsi chrześcijanie oraz oczywiście sławny na całą okolicę Telemann, który niczym Michael Jackson zaprezentował moonwalk do piosenki „Żono moja” . Dzielnie pomagali mu widzowie, których zaprosił do wspólnej zabawy. Pominę kłęby kurzu, który wzbił się z klepiska, znaczy się ze sceny, po tych rączych podskokach.

Małgorzata Fudali Hakman

Dyskotekę przerwały syreny zwiastujące nalot i bombardowanie miasta. Ciemność, która zapadła po ognistoczerwonych światłach była bardzo wymowna, bo historia zatoczyła koło i na scenie pojawili się znów neandertalczycy i wszechobecna mgła, niebytu rzecz jasna. Pewnie mogłabym się przyczepić do tego, że cały spektakl był chwilami niespójny i niewiele było widać(choć to akurat wina fatalnego oświetlenia), to przyznam, że uległam czarowi. Bo była w tym jakaś pasja i nieskrywane emocje. I o dziwo przemówił do mnie pomysł opowiedzenia historii tego miejsca w taki pokręcony „performensowy” sposób, bo pokaz laserowy absolutnie niczego mi nie urwał. Może dlatego, że widziałam go już 4 raz?

Małgorzata Fudali Hakman

Gdy wracałam do domu pozwoliłam sobie na chwilę refleksji. Stwierdziłam, że mamy zdolnych młodych ludzi prowadzonych przez świetnych instruktorów Benię Wróbel i Mariusza Pękalę i fajnie by było gdyby ktoś wysprzątał dziedziniec, wyłożył jakimiś płytami, zamontował porządne oświetlenie, i mielibyśmy najładniejszą, i z pewnością niespotykaną scenę teatralną w okolicy. Zamiast dwóch kup gruzu-obiekt, którego wszyscy by nam zazdrościli. Bo nie liczmy, że ktoś kiedyś wyremontuje te ruiny, ale można by coś z nich zrobić spektakularnego i oryginalnego, tylko trzeba by ździebko podrasować.

A tak, koń jaki jest, każdy widzi…

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rutkowski robi show. Zobacz InstaHistorie !

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na zary.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie