Kto truje mieszkańców Żar? Wyniki mogą przerażać!

Redakcja
Ekolodzy uważają, że władze mydlą im oczy niską emisją zamiast zająć się dużymi trucicielami. Lucyna Makowska
- Urzędnicy chwalą się programem wymiany kopciuchów, zakładaniem budek lęgowych dla ptaków i kontrolami palenisk, wmawiając nam, że to niska emisja najbardziej zagraża żarskiemu powietrzu, szefowie jednej z największych w mieście firm przekonują że działają zgodnie z prawem, instytucje ochrony powietrza zapewniają, że są w regionie gorsze miejsca, to skąd u nas nas tyle alergii, zachorowań na raka i choroby płuc, nawet u małych dzieci – biją na alarm ekolodzy z Żar.

W Urzędzie Miejskim w Żarach debatowano o stanie środowiska naturalnego w mieście. To od lat jeden z najpoważniejszych problemów Żar. Dlatego do udziału w poświęconej tematowi powietrza sesji zaproszono szefów Lubuskiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, Departamentu Środowiska z Urzędu Marszałkowskiego, lekarzy ale i mieszkańców oraz organizacje ekologiczne, które od lat walczą o to mieszkańcy, ich dzieci i wnuki mogły oddychać czystym powietrzem. Co przyniosła pięciogodzinna dyskusja? Zaczął ją Daniel Babula, zastępca naczelnika infrastruktury w żarskim magistracie raportem stanie środowiska i działaniach żarskiego magistratu przeciwdziałających niskiej emisji, czyli zadymienia którego źródłem są sami mieszkańcy, palący w starych piecach, spaliny samochodowe. W swoim ponad godzinnym wystąpieniu przedstawił program wymiany kopciuchów i likwidacji ok. 200 palenisk, mówił o działaniach informacyjnych, edukacyjnych i kontrolnych urzędu, a właściwie wykonywanych rękoma strażników miejskich sprawdzających czym mieszkańcy palą w piecach, istniejącej w mieście stacji pomiarów jakości powietrza i tablicach na których codziennie można odczytywać ich wyniki. Mówił również o zakładaniu budek lęgowych, psich pakietach, ścieżkach edukacyjnych w mieście czy nietoperzach zjadających 1200 komarów w sezonie. To ostatnie oburzyło obecnych na sesji przedstawicieli organizacji ekologicznych od lat walczących o jakość powietrza w mieście. –Słuchając tego poczułem się jak na filmie „Miś” Barei - przyszliśmy rozmawiać o poważnych sprawach trapiących mieszkańców, a radni rozmawiają o budkach lęgowych, niskiej emisji, która zanieczyszcza powietrze w kilku procentach, a nie rozmawiamy o zanieczyszczaniu powietrza przez Swiss Krono, poprzez spalanie pyłów z klejami zawierającymi formaldehyd, który zgodnie z literaturą może mieć działanie rakotwórcze - mówił Krzysztof Prucnal, mieszkaniec Żagania, sąsiadującego z Żarami.- Dla mnie to szok, bo fakty są takie, że zakład spala dziennie 6 wagonów pyłu, w tym jeden wagon kolejowy klejów i żywic i to zgodnie z literą prawa. Niepokoi mnie to, bo nie wiadomo, kiedy ten proces zostanie zatrzymany. Można pogodzić obie strony sporu, budując kosztowne instalacje, aby spalanie odpadów było jak najmniej uciążliwe dla mieszkańców. Wzywam władze, by zastopowały proces szkodliwej dla mieszkańców emisji zanieczyszczeń. Nie zdziwiłbym się gdyby w Żarach powstało Stowarzyszenie ludzi chorych na nowotwory, którzy wobec bierności władz samorządowych złożą pozew zbiorowy wobec Swiss Krono.
- To kpina z mieszkańców. Jak to możliwe, że pani burmistrz pozwala na takie wystąpienia – podkreślał Ewaryst Stróżyna, wieloletni naczelnik infrastruktury w Żarach.- Mam nadzieję, że dojdzie do jakiegoś przełomu. Jak burmistrz wytłumaczy mieszkańcom, że nie mogą spalać paneli, płyt, mebli, podczas gdy Swiss Krono może to robić legalnie. Tym bardziej, że jest chemikiem.
Zieloni i miejscowe organizacje ekologiczne od dawna biją na alarm, pokazując niepokojące statystyki zachorowalności na nowotwory mieszkańców Żar. Jednak sprawa nabrała rumieńców, gdy w lipcu nagłośnili informację, dotyczącą wydanego przez Urząd Marszałkowski zezwolenia na spalanie kory drzewnej i pyłu drzewnego uznanego za biomasę, którą zakład może spalać w swoich piecach w ilości 100 tys. ton rocznie. O ile spalanie czystej kory z drzew nie budziło zastrzeżeń, to już to, co kryje się pod definicją pyłu, owszem.
Jerzy Raczyński z Departamentu Środowiska Urzędu Marszałkowskiego przypomniał podczas debaty o unieważnieniu przez Głównego Inspektora Ochrony Środowiska decyzji lubuskiej inspekcji, na podstawie której w imieniu marszałka wydano decyzję dla Swiss Krono. Poinformował, że sprawa jest w toku i dopóki się nie uprawomocni, pozwolenie z grudnia wciąż zakład obowiązuje.
Wiadomo, że firma odwołała się od unieważnienia postanowienia wdanego przez GIOŚ, zaznaczając iż opiera się ono na błędnej argumentacji. - Wyniki badanej próbki nie pochodziły ze Swiss Krono, ogrzewano je w temperaturze od 25 do 700 stopni Celsjusza, tymczasem pył w naszej firmie spalany jest w palnikach o dużej mocy w temperaturze 1000 stopni Celsjusza - podkreślał Tomasz Rola przedstawiciel zarządu Swiss Krono obecny na sesji. - Pył z produkcji spalany jest we wszystkich zakładach holdingu Swiss Krono: w Szwajcarii, Francji, Niemczech, a emisja z naszych kominów jest bardziej widoczna przy niskich temperaturach, gdzie występuje zjawisko kondensacji pary wodnej. Zapewniał, że spółka działa zgodnie z prawem i jest otwarta na dialog i jeśli będzie taka wola gotowa jest zgodzić się na ciągły monitoring, ale i przegląd ekologiczny który jasno określi wpływ zakładu na środowisko żarskie i okolicy, oraz zdrowie ludzi. Taką konieczność widzi też Mirosław Ganecki, szef lubuskiego WIOŚ. -Zaproponowałem firmie takie rozwiązania. Według mnie stacja monitoringu w Żarach jest zbyt daleko od zakładu, zła jest też lokalizacja firmy z uwagi na zachodnie wiatry, wiejące w stronę miasta - wyliczał.- A co do unieważnienia, mojej decyzji, nadal stoję na stanowisku, że kora i czysty pył drzewny są produktem ubocznym.
Publicznie o sprawie kontrowersyjnego zezwolenia dla żarskiej fabryki mówił też w swoim wystąpieniu w sejmie poseł Jacek Kurzępa. Po tym różne środowiska zarzuciły mu, że wykorzystuje problem Żar w zbliżającej się wielkimi krokami kampanii wyborczej. Głos zabrał też we wtorek w Żarach. Mówił o odwadze tych, którzy pytają, domagają się konkretnych działań i o obowiązku jaki spoczywa na radnych, ale i odpowiedzialności biznesu.
- Nas nie interesuje polityka, ale dopiero po nagłośnieniu kwestii pozwolenia coś w sprawie drgnęło- mówi Danuta Styś, z Fundacji Eko-Lubusz w Żarach.- Na wsparcie naszego samorządu nie mogliśmy liczyć, choć od lat przytaczamy statystyki zachorowań. Mamy prawo oddychać czystym powietrzem, a obowiązkiem urzędników jest nam je zapewnić!
O tych mówił z kolei Marek Femlak, z-ca dyrektora 105. Szpitala Wojskowego w Żarach, którego pacjentami są głównie mieszkańcy powiatów żarskiego i żagańskiego. Według własnych danych szpitala w 2016 r stwierdzono 277 przypadków zachorowań na nowotwory złośliwe, w 2017 r. było ich 334, a w 2018 r. już 416 przypadków. Do najczęściej występujących w zeszłym roku należał rak oskrzeli i płuc. Zdiagnozowano go u 70 osób, a łącznie w ciągu trzech ostatnich lat było to 220 przypadków.
PolecaneŻARY. Ludzie w mieście chorują na nowotwory, a urzędnicy mówią nam o budkach lęgowych...
Zobacz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie