Nowa sala Agrosu to jak raj po latach piekła. Wyremontowali ją działacze za pieniądze własne i od sponsorów

Materiał informacyjny SWISS KRONO
Czysto, sucho i bezpiecznie. Z nowej sali cieszą się działacze i sponsorzy, ale przede wszystkim zawodnicy. Bo to o nich tutaj chodzi. Przez lata, z braku wyboru, trenowali w sali, która od kilkudziesięciu lat nie powinna już istnieć. „Daje nowe możliwości. Aż się chce ćwiczyć” – z entuzjazmem mówi Gracjan Jedut, Mistrz Polski z zapasach w kat. kadetów. I snuje nowe plany.

Sala, w której do niedawna trenowali sportowcy Agrosu, to pilawa powstała w latach siedemdziesiątych jako rozwiązanie tymczasowe. Na trzy lata. Przeciągnęło się na czterdzieści. Jak to się mogło stać? Tego nie rozumie nawet sam prezes klubu, dawny zapaśnik, Damian Fedorowicz: – Od dawna staraliśmy się o nową salę, głównie dla zapaśników, bo lekkoatleci na ogół trenują na zewnątrz. Choć przecież i oni korzystają z szatni, czy siłowni. Zawilgocone ściany, grzyb. Tylko dzięki Kronopolowi, a później SWISS KRONO udawało się tam jakoś na bieżąco remontować, łatać dziury. Mieliśmy przyobiecaną salę od miasta, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Postanowiliśmy więc wziąć sprawę w swoje ręce i zrobić wszystko, żeby wyrwać zawodników z tamtej sali i zapewnić im jak najlepsze warunki.

Damianowi Fedorowiczowi sprawa leżała na sercu, bo myślał o niej nie tylko jako działacz: – Sam byłem zawodnikiem. Potem zauważyłem, że sporo spraw można poprowadzić lepiej. Wymyśliłem sobie funkcję łącznika między zarządem, a sportowcami, żeby pokazywać i rozwiązywać na bieżąco problemy. Teraz ta społeczna praca to moja misja. Traktuję ją, jak spłatę długu, bo zapasy dały mi bardzo dużo. Pomogły mi w biznesie i w życiu. Nawet żonę poznałem dzięki zapasom – śmieje się prezes Agrosu.

Wzięcie sprawy w swoje ręce oznaczało też sięgnięcie do własnych portfeli, z których działacze wysupłali całkiem pokaźne kwoty. Postanowili wyremontować salę, którą dziesięć lat temu kupił jeden z członków zarządu, a która wcześniej należała do szkoły podstawowej. Oczywiście za wynajem płaci klub. Zwrócili się też do sponsorów. I nie zawiedli się. Okazało się, że na firmy, które wspierają ich działalność, można liczyć, jak na przyjaciół: – Chciałbym podziękować SWISS KRONO za to, że kolejny raz nam pomogli. Możemy na nich liczyć już od ponad dwudziestu lat. Dali nam w zasadzie wszystko, czego od nich potrzebowaliśmy, a mam przekonanie, że gdybyśmy poprosili o dwa razy więcej, to pewnie też byśmy dostali – mówi Fedorowicz.

– Do tej pory zawodnicy ćwiczyli w naprawdę kiepskich warunkach. Nie trzeba było się specjalnie zastanawiać, kiedy klub zwrócił się do nas o wsparcie produktowe – stwierdza Katarzyna Wagner ze SWISS KRONO. – Jesteśmy otwarci na współpracę z instytucjami, które pomagają dzieciom, organizując zajęcia sportowe czy pomoc psychologiczną. To jest nasz priorytet i główny kierunek udzielania wsparcia. Bardzo się cieszę, że młodzi adepci lekkoatletyki i zapasów będą doskonalić swoje umiejętności w godnych warunkach – kwituje Wagner.

A warunki są zaiste godne: – Czyste prysznice, porządna wentylacja, duża, przestrzenna i bezpieczna sala. Mamy całkowicie nową saunę – wylicza Fedorowicz. – Na ścianach zamontowaliśmy materace ochronne. Teraz dzieciaki mogą spokojnie trenować, a my jako zarząd mamy świadomość, że zapewniamy im warunki na europejskim poziomie.

Czy zawodnicy są równie zadowoleni? To ich komfort jest przecież ważniejszy od dobrego samopoczucia działaczy. Pytamy zatem jednego z nich o to, co oznacza dla niego nowa sala: – Nowe możliwości – odpowiada krótko Gracjan Jedut, aktualny Mistrz Polski w zapasach w kategorii kadetów. – Mamy całkowicie nową siłownię zamiast przedwiekowej, jak na starej sali. Nowa mata, nowe warunki, aż chce się ćwiczyć – pointuje siedemnastolatek.

Jego historia pokazuje zresztą, jak wielkie znaczenie dla życia dzieci może mieć jedno podjęte przez dorosłego działanie. – Jestem z Kadłubia – opowiada Gracjan. – Zapasy w moim życiu wzięły się stąd, że pani sołtys postanowiła zorganizować treningi, żeby dzieciaki miały zajęcie. Teraz to moja życiowa pasja – wyznaje młody zapaśnik.

– Dlatego właśnie najchętniej inwestujemy w działania wspierające dzieci – podchwytuje Katarzyna Wagner. – A z Agrosem współpracujemy dlatego, że mamy w tym wspólny cel. Dodatkowo, klub przychodzi do nas z dobrymi pomysłami. Organizujemy już razem Sportowe Sprzątanie Zielonego Lasu, paczki mikołajkowe, mityng lekkoatletyczny. No i wspieramy ich finansowo, bo wierzymy, a nawet jesteśmy tego pewni, że to ma sens – podsumowuje przedstawicielka sponsora.

Choć treningi na nowej sali odbywają się już od września, oficjalne otwarcie planowane jest na 15 listopada: – Zapraszamy przyjaciół i sponsorów dla których mamy upominki niespodzianki, władze miasta i gminy. – zapowiada Fedorowicz. – Mam nadzieję, że kiedy władze miasta, w którym mamy przecież status klubu miejskiego, zobaczą naszą determinację w rozwoju i zapewnianiu tym wszystkim wspaniałym dzieciakom jak najlepszych warunków, to może uda się w napiętym zapewne budżecie wysupłać dodatkowe wsparcie dla naszej działalności.

Na sali, która dziś dla Agrosu jest nową, czterdzieści lat temu odbyły się w klubie pierwsze zawody w zapasach. Może to dobra wróżba? – Apetyt rośnie w miarę jedzenia. W styczniu przechodzę do wyższej kategorii wiekowej. Trzeba teraz tam popróbować sił – zapowiada Gracjan Jedut.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Nowa sala Agrosu to jak raj po latach piekła. Wyremontowali ją działacze za pieniądze własne i od sponsorów - Gazeta Lubuska

Wróć na zary.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie