Ta impreza nas zaskoczyła. Piknik rodzinny w SWISS KRONO to pierwsza klasa. Widać, że tej ekipie „razem dobrze się składa!”

Materiał informacyjny SWISS KRONO
Budowanie robotów z klocków cieszyło się ogromnym powodzeniem
Budowanie robotów z klocków cieszyło się ogromnym powodzeniem fot.: Archiwum SWISS KRONO
Udostępnij:

Beztroska. Luz. Ciepła, rodzinna atmosfera. I ponad 2 tys. osób rozproszonych na terenie stadionu Syrena. Gorące sobotnie popołudnie to idealny czas na relaks z rodziną, koleżankami i kolegami z pracy, szefami i prezesem. Wszyscy zasłużyli na odpoczynek. – Jestem absolutnie przekonany, że w SWISS KRONO Żary pracuje najlepszy zespół w całej grupie – deklaruje prezes Marcin Luty.

Z czym kojarzy się firmowa impreza integracyjna? Każdemu zapewne z czymś innym, ale my możemy powiedzieć jedno – ta, zorganizowana w sobotę 11 czerwca na żarskiej Syrenie, miała w sobie coś urzekającego. Jakieś wady? Tylko jedna: trudno było o miejsce do zaparkowania, ale niech to świadczy o frekwencji.

Pobiegli po Puchar

Wszystko zaczyna się przed południem od rozgrzewki – 30 osób biegnie po pierwszy Puchar Prezesa SWISS KRONO. Prezes również, ale dyplomatycznie dociera na metę za członkami zespołu. – Jestem zadowolony. Dobiegłem do mety i to bez odpoczynku. Biegam tą trasą dwa razy w tygodniu, ale zawsze na chwilkę się zatrzymuję. A dziś nie – kwituje z uśmiechem i z wyraźną radością wręcza nagrody. Chwilę wcześniej dziękował pracownikom, stawiał im wyzwania oraz mówił o energii, którą wyzwala bycie razem.

Zespołowa gra w pomaganie

Rozglądamy się. Pierwsze wrażenie? Tłum. Jak na piknik pracowniczy naprawdę jest sporo ludzi. Tak ciepłe sobotnie popołudnie można było przeznaczyć na masę innych aktywności, ale oni są tutaj. Zrelaksowani, rozbawieni. Krążą między stoiskami. W wielu dłoniach widzimy duże kartonowe puzzle. Każda rodzina dostała 1 z niemal 300 unikalnych elementów układanki i wśród ponad 2 tys. osób musi znaleźć 2, które mają pasujące części. „Razem dobrze się składa” – to przewodni motyw spotkania. Potem jeszcze trzeba trafić piłką do bramki o kilku otworach, żeby zdobyć punkty dla drużyny. Jak idą poszukiwania? – Przeżywamy straszną traumę – śmieje się Piotr Nawrot, który gra z całą rodziną. – Znajomym znaleźliśmy drużynę, a sobie nie możemy! – wtóruje z rozbawieniem jego partnerka, po czym oddalają się w poszukiwaniu brakujących elementów.

Oprócz puzzli rzuca się w oczy coś jeszcze. Torby, worki, reklamówki niesione w stronę sceny. Wszystkie pełne plastikowych zakrętek. Tuż obok namiotu biesiadnego stoi wielki pojemnik w kształcie serca. Wrzucone do niego nakrętki trafią na zbiórkę na rzecz walecznej Julki Kołodziejczyk, która urodziła się z zespołem Pataua. Wspierać można nie tylko finansowo – po 45 min serce jest niemal pełne, ponieważ setki osób nie przeszły obok tej akcji obojętnie. Po raz kolejny – razem dobrze się składa.

Podzielić się pasją

Idziemy dalej. Choć różnego rodzaju namiotów i stanowisk jest tu naprawdę sporo, przestrzeń została dobrze zorganizowana. Najbliżej sceny stoi wielki namiot biesiadny. Za nim zaczynają się atrakcje. Nie są porozrzucane, ale bardzo funkcjonalnie uporządkowane. Namioty, ustawione w 2 rzędach, kojarzą się z wagonami z Lokomotywy Tuwima. W pierwszym – iluzjonista, który oprócz sztuczek pokazuje ciekawe techniki relaksacyjne. W drugim… armata. A w zasadzie armaty, z tym że malutkie. A oprócz nich sztucery, rewolwery i inna broń czarnoprochowa Ryszarda Rasztubowicza. Od 5 lat jest na emeryturze, ale z firmą wciąż jest związany, choćby przez syna Rafała, który też jest pracownikiem SWISS KRONO. Broń to jego wieloletnia pasja. Od kolekcji nie można oderwać wzroku. Podobnie w kolejnym wagonie… przepraszam, namiocie. Ten jest pełen obrazów. Różne style i techniki. Przeważa motyw kobiecej twarzy. Baletnice, kilka reprodukcji, a najważniejsze – emocje. To wystawa prac Mirosława Janiszewskiego. – Pierwszy raz mogłem się zaprezentować 3 lata temu. Wtedy to była frajda, w tym roku coś więcej: jestem tu dla tych ludzi, moich kolegów. Chcę, żeby zobaczyli coś, co im się spodoba. Taki mój akcent, kolorowa kropka na mapie – opowiada artysta, na co dzień kierownik działu produkcji płyt MDF. – Niektóre prace wykonałem specjalnie na dzisiejszą okazję. Cieszę się, gdy się podobają.

Natomiast całkiem inną pasją dzieli się Łukasz Wojtowicz, brygadzista w dziale energetycznym. Lotnia to jakby spełnienie najbardziej pierwotnych marzeń człowieka o lataniu – tak bliskich, gdy widzi się kolegę z pracy, który naprawdę lata.

Dla dzieciaków raj

Pod następnym białym dachem roi się od dzieci, klocków i tabletów. Tutaj się buduje. Malwina i Krzyś kończą składać robota. Skonstruowali już mechanizm i królika na jego końcu. Wszystko udało się z pomocą taty. Teraz wystarczy uruchomić aplikację na tablecie i przejść do kolejnego etapu zabawy, czyli wydawania poleceń. Malwina upatrzyła sobie jeszcze trampolinę z uprzężą. Na razie kolejka jest zbyt długa, ale może uda się później. Zabawa dopiero się zaczyna. Dmuchańce i trampoliny kuszą też 10-letnią Wiktorię, a jej rodzicom, Małgorzacie i Bartłomiejowi, podoba się atmosfera. – Jest rodzinnie, na luzie – mówi Małgosia, a jej mąż, pracownik firmy, dodaje: – Zdecydowanie inaczej widzi się kolegów z pracy, kiedy są bez kombinezonów, z rodzinami. To całkiem zmienia perspektywę.

W strefie dla młodzieży i starszych dzieci największe oblężenie również przeżywają trampoliny. Młodzi chętnie wchodzą też do kuli zorb i turlają się w baseniku. Ci starsi udają się w stronę sceny i wraz z dorosłymi biorą udział w konkursie strzeleckim na stanowisku Ligii Obrony Kraju. Chętnie korzystają też z fotobudek z przebraniami.

Nagle muzyka, która towarzyszy nam podczas pikniku, cichnie. Konferansjer zapowiada jedną z gwiazd wieczoru. Igorowi Kwiatkowskiemu udaje się zgromadzić pod sceną spore grupki wielbicieli kabaretu. Słychać wybuchy śmiechu.

W znacznym oddaleniu od sceny masa kolorowych atrakcji kusi młodsze dzieci. Największym zainteresowaniem cieszą się tradycyjnie bańki mydlane, ale i na innych stanowiskach widzimy rozbawione maluchy. Nie sposób wymienić wszystkich przygotowanych dla nich gier i zabaw. Rafał i Justyna przyszli na piknik z dziećmi. Cała trójka wydaje się zadowolona – 12-letni Dawid, z wymalowanym na twarzy tygrysem, rozgląda się za kolejnymi atrakcjami, 8-letni Natan z ożywieniem opowiada coś mamie, a buzię 4-letniej Mai ozdabia różowy motylek. Wiadomo, młode damy uwielbiają takie przebieranki.

Rodziny tworzą firmę

Na ogrodzonym skwerku, 20 m dalej, zorganizowano specjalny kącik dla rodzin z maluszkami. Widać wózki, siedzących na leżakach rodziców i bawiące się na kocykach szkraby. Tutaj relaksuje się Edyta Reszel z mężem Romanem i córką Anią. Czekają na drugą córkę i wnusię Melanię. Puzzle 16-letnia Ania skompletowała w 20 min, więc już niczym nie trzeba się przejmować. Pozostał czysty relaks, co potwierdza pani Edyta. – Ja się bardzo dobrze bawię. I podoba mi się strefa dla maluchów. Bardzo fajnie zorganizowana, nieco oddalona, więc hałas tu nie dociera – uśmiecha się nasza rozmówczyni.

W tym cichym zakątku przysiadamy na chwilę z prezesem. Marcin Luty, uśmiechnięty i zrelaksowany, przed chwilą krążył w tłumie. Odpowiadał na pozdrowienia, często zatrzymywał się, aby wymienić kilka słów. Czym dla niego jest ten piknik? – Wszędzie, gdzie pracowałem, zawsze organizowałem różne imprezy integracyjne z rodzinami, bo uważam, że nie tylko pracownicy tworzą firmę, ale również ich bliscy – odpowiada z uśmiechem. – Jeśli w rodzinie jest pozytywny stosunek do firmy, pracownikowi lepiej się pracuje. Poza tym uwielbiam swoją pracę. Lubię być z moim zespołem. – deklaruje i zapowiada, że na tym nie koniec: – Wspieramy integrację pracowników w ramach działów i staramy się skrócić dystans do zarządu. Ważne jest, by ludzie czuli, że mają wpływ na firmę.

Razem dobrze się złożyło

Wreszcie następuje długo oczekiwany moment – ogłoszenie wyników w puzzlowym konkursie. Na pierwszym miejscu ekipa, która zdobyła 60 pkt. Każdy dostaje samobieżnego robota sprzątającego. Za chwilę dołączają kolejne drużyny i scena niemal po brzegi wypełnia się uśmiechniętymi ludźmi. W dłoniach trzymają pudła z odkurzaczami. Czy cieszą się z nagród? – Oczywiście! Szaleństwo! – Krzysztof przekrzykuje muzykę. – Nie będziesz musiał zamiatać – śmieje się jego żona Ola. Ich ekipa zdobyła 50 dodatkowych punktów i zajęła drugie miejsce. Nie tylko świetnie się bawili, ale też poznali kolegę z innego działu wraz z rodziną. I to od dobrej strony: – Nie znaliśmy się wcześniej. Krystian strzelał do bramki i zdobył dla nas 50 pkt – relacjonuje Krzysztof.

Gra zakończona. Kilka grupek z odkurzaczami kieruje się w stronę wyjścia. Zbierają się też niektórzy z maluchami, ale większość zostaje. Rośnie rozbawiony tłum pod sceną. Za chwilę gwiazda wieczoru – zespół Enej. Po bisach szalona zabawa, którą prowadzi DJ Mike. Wieczór jeszcze młody. Nie chce się stąd wychodzić.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Ta impreza nas zaskoczyła. Piknik rodzinny w SWISS KRONO to pierwsza klasa. Widać, że tej ekipie „razem dobrze się składa!” - Gazeta Lubuska

Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie